wojciech
bernat

Cześć, mam na imię Wojtek. Chodzę do III klasy ekonomicznej. Interesuję się astrofizyką, polityką, akcesoriami komputerowymi oraz czytam sporo książek. Do projektu przystąpiłem by podszlifować język angielski, zebrać nowe doświadczenia, a co za tym idzie… wspomnienia.

01

Co sądzę o projekcie?

Praktyki za granicą, pierwszy lot, życie z obcymi, w obcym kraju. Wszystko to powodowało stres, obawy, niepewność, ale i ekscytację. Już po pierwszym dniu wszystkie złe myśli mnie opuściły. Pamiętam pierwszy kęs tutejszego mięsa, pierwszy kontakt z przyjmującą mnie rodziną, pierwszy dzień w pracy i podziwianie widoków. Szansa od życia, nic dodać nic ująć. Projekt okazał się jedną z najlepszych przygód w moim życiu.

WhatsApp Image 2022-01-31 at 16.34.16
03

Jak mieszkałem?

Rodzina, do której trafiliśmy 3-osobową grupą okazała się bardzo miła i opiekuńcza.

Jak to Irlandczycy, każdego ranka pytali czy się wyspaliśmy, po powrocie z pracy jak w niej było, po wycieczkach czy dobrze się bawiliśmy. Owa familia składała się z dwójki rodziców, trójki dzieci i dwóch psiaków. Dawało to atmosferę prawdziwego domu. Dodatkowo nie mogliśmy narzekać na wyżywienie. Mieliśmy co do tego pewne obawy, ale umiejętności kulinarne naszej irlandzkiej mamy rozwiały je. Na śniadanie robiliśmy sobie płatki, tosty lub kanapki.

W ramach lunch pack’u czekały na nas zazwyczaj małe paczuszki chipsów, ciastka, batonik, owoce, woda, sok lub dodatkowy tost. Do wyboru do koloru. Kolacja zaś (zawsze o godzinie 19:00) była najlepszym momentem dnia. Próżno tak smacznego jedzenia szukać po restauracjach.

Co do pokoi, mieszkaliśmy trójką w dwóch różnych. Znalazł się telewizor, karty do gry i inne mniejsze rupiecie.

Pranie „Pani mama” robiła regularnie. Ku naszemu zdziwieniu nawet prasowała.

Nie było problemów z toaletą, wygodą łóżek czy temperaturą. Jedynie na kilka dnia nie mieliśmy Wi-Fi, ale wszystko potem wróciło do normy. Po tygodniu, gdy już się z rodziną poznaliśmy i zdobyliśmy zaufanie, wręczyli nam klucz do domu. Mogliśmy również zapraszać znajomych lub sami iść do innych w gości.

Trafiliśmy po prostu idealnie.

20220201_163510
02

Czym się zajmowałEm ?

Wraz z moim kolegą pracowałem w sklepie Hickey’s, Hardware Store. Jako praktykant wykonywałem różne związane z zawodem czynności. Na samym początku dostałem prostsze czynności jak np. rozpakowanie towaru, przylepienie ceny i ułożenie towaru na półkach zgodnie z panującymi zasadami visual merchandising’u. Niedługo potem przyszła pora na pracę biurową: np. sortowanie dokumentów, potem ich przygotowywanie i drukowanie, wypełnianie rachunków czy faktur, praca przy komputerze – przyjmowanie maili, odpisywanie, otwieranie korespondencji, tworzenie dokumentacji elektronicznej w edytorze, arkuszu kalkulacyjnym, czy innych programach. Od czasu do czasu musiałem pojawić się na sklepie, obsłużyć klientów, czyli wskazać gdzie co jest czy postać na kasie.

Zarówno szefowa jak i współpracownicy okazali się miłymi ludźmi. Żartowaliśmy i pomagaliśmy sobie nawzajem. Wszystko w 7-godzinnym wymiarze pracy od 10:00 do 17:00, z jedno-godzinną przerwą. Dojazd zwykłym autobusem o 9:00, więc mogłem się dobrze wyspać.

Podsumowując, robiłem to czego uczyłem się w szkole z domieszką języka angielskiego i kontaktu z ludźmi.

20220205_121038