Grenada to zdecydowanie miasto inne niż wszystkie, wyróżnia się od reszty piękną przyrodą, różnorodną architekturą, interesującymi zabytkami oraz ciekawa historią. Miasto samo w sobie jest wypełnione życiem, niezależnie od godziny można spotkać tu wspaniałych ludzi z bardzo ciekawymi historiami. Miałem okazje osobiście się i tym przekonać i na własnej skórze poczuć jak gościnni są Hiszpanie.

Alhambra, do której udaliśmy się na niedługo przed powrotem do Polski zaskoczyła nas przepięknymi widokami składającymi się z pięknych ogrodów i świetnie zachowanych budynków. Główny kompleks Alhambry to stara twierdza Alcazaba, Pałac Królewski, oraz pałace Nasrydów, które również odwiedziliśmy. Przejście umilał nam piękny widok udekorowana fontannami, przeróżnymi rodzajami kwiatów, drzew i krzaków.

20220501_212958

Dochodząc do Alcazaby jednej z najstarszych części Alhambry, oprócz trzech wież mogliśmy ujrzeć również piękny krajobraz Granady który z Torre de la Vela, czyli najwyższej z owych wież był jeszcze bardziej urokliwy i zjawiskowy. Po opuszczeniu pałacu skierowaliśmy się do pałaców Nasrydów, aby się do nich dostać czekaliśmy w kolejce na swoją kolej, czekaliśmy około 40 minut tego dnia pogoda dawała popalić słońce prażyło niemiłosiernie. Pałac w środku był całkowicie obłędny i spektakularny, każdy najmniejszy element był rzeźbiony ręcznie, co sprawiało duże wrażenie. To właśnie w tym pałacu znajduje się mauretański dziedziniec składający się z fontanny rzeźbionej na 12 Lwach, sala Królów z pięknym ornamentem na jej suficie czy sale Dwóch Sióstr z typowymi dla architektury muzułmańskiej mukarnas.

Wszystkie te pomieszczenia wywołały na większości z nas spore zaskoczenie i podziw włożonej w nie pracy. Owy obiekt jest jednym ze 100 najatrakcyjniejszych miejsc do zwiedzenia na globie, a więc jestem bardzo zadowolony ze to właśnie mi udało się go zobaczyć. Po zwiedzaniu wracaliśmy do pokoju przebrać się i pod wieczór wyruszaliśmy na miasto, naszym kierunkiem była imprezowa dzielnica Grenady. Sama ulica była mocno zatłoczona a kluby były przerośnięte ludnością spowodowane było to „specjalnymi ofertami” bywalców którzy nie krępując się bardzo często pytali o kierunek w jakim się zmierza i najbliższe poczynania. Jako mała grupa bardzo szybko i sprawnie zwiedziliśmy resztę tajemnic które skrywało miasto.

W samych barach poza alkoholem można była oglądać mecze i jeść „tapas” przekąskę podawaną na zimno w formie zagryzki. Osobiście najbardziej podobał mi się mecz Realu Madryt z Manchester City. Miło spędziliśmy czas kibicując wygrywającej drużynie, to było niesamowite przeżycie, widzieć tych wszystkich Hiszpanów skandujących z wygranego meczu. Po bardzo ciężkich dniach gdzie zmęczenie dawało się we znaki siedzieliśmy w pokojach robiąc karaoke czy grając w uno.

Autor: Szymon Pisko