JEdzenie w Hiszpańskiej Grenadzie

Podczas praktyk mieliśmy okazję spróbować kuchni hiszpańskiej Nie każdemu z nas zawsze wszystko smakowało, ale większość z nas nie narzekała i zjadała ze smakiem serwowane nam posiłki. Standardowo w ciągu tygodnia jedliśmy śniadanie o godzinie 8:30 w naszym hotelu Casablanca. Śniadanie było podawane w postaci szwedzkiego stołu, więc każdy mógł zjeść to na co ma ochotę. Fani słodkiego mieli do wyboru maślane bułeczki, croissanty z nadzieniem bądź bez, babeczki, ciasta. Mogli też zjeść różne rodzaje płatków, a ponadto do wyboru było nawet mleko (zwykłe, odchudzone, sojowe i bez laktozy). Za to fani słonego jedzenia mieli do wyboru pieczywo (bułki bądź chleb) oraz wędliny i sery, a czasem dodatkowo można było zjeść słynną tortillę hiszpańską. Nasz szwedzki stół wyposażony był też w maszynę, która robiła tosty. Do śniadania mogliśmy też oczywiście wybrać coś do picia, był automat z kawą i innymi kawo-podobnymi napojami i gorącą czekoladą oraz automat z sokami (pomarańczowy, ananasowy, multiwitamina i egzotyczne owoce). Była też możliwość, aby zaparzyć sobie herbatę lub kawę z saszetki.

Gdy każdy się najadł mogliśmy iść zadowoleni do pracy, by z pełną energią poznawać nasz zawód. Po skończonej pracy przyszedł czas na obiad, który mieliśmy w zależności od grupy i dnia o różnych porach i w innym miejscu. Osoby zajmujące się serwisem jadły obiad o godzinie 15:00, a „stroniarze” zaczynali obiad o 15:45. W poniedziałki jadaliśmy obiady w naszym hotelu, ponieważ restauracja Casa Braulio była zamknięta w ten dzień. Zazwyczaj pierwszym daniem była jakaś zupa (zazwyczaj letnia) bądź warzywa gotowane. Na drugie danie często były ziemniaki bądź sałatka i mięso bądź ryby. We wszystkie inne dni jadaliśmy w Casa Braulio tam często na pierwsze danie dostawaliśmy jakieś warzywa gotowane (bardzo często była to fasolka szparagowa), zdarzało się też spaghetti, które różniło się nieco od tego które znamy w Polsce. Miało ono inny makaron oraz mniej mięsny a bardziej pomidorowy sos, lub ryż z sosem pomidorowym i jajkiem.

Mieliśmy też okazję spróbować słynnej Paelli czyli dania składającego się z ryżu i owoców morza. Bardzo nam wszystkim zasmakowała (aczkolwiek nie każdy przemógł się do zjedzenia “patrzących” się na nas krewetek). Drugie danie Pan Braulio starał się podpasować pod nas, dlatego prawie zawsze były to frytki i jakieś mięso robione na różne sposoby (smażone, duszone, w sosie). Oczywiście nie wolno zapomnieć o deserze, który akurat zawsze wszystkim smakował. Zawsze mogliśmy sobie wybrać co w danym dniu chcemy zjeść, najczęściej było to: ananas, melon, sałatka owocowa, pudding, carmel cream, brownie oraz lody. Kolacje również jedliśmy tak samo jak obiady, w poniedziałki w hotelu, a przez resztę dni w Casa Braulio. Wszyscy kolacje zaczynaliśmy o 20:30. W hotelu pierwszym daniem zazwyczaj była jakaś sałatka ze świeżych warzyw, czasem też było to danie ziemniaczane bądź z makaronem. Na drugie danie dostawaliśmy ziemniaki z mięsem. U Pana Braulio wyglądało to dość podobnie, pierwszym daniem były najczęściej warzywa, czasem dostawaliśmy talerz pełen wędlin oraz sera. Mieliśmy okazję spróbować szynki hiszpańskiej Jamón Serrano oraz różne rodzaje salami. Na drugie danie dostawaliśmy znów frytki oraz mięso bądź talerz z warzywami świeżymi i rybą. Po zjedzeniu kolacji czekał też na nas deser, taki sam jak podczas obiadu.

To mniej więcej na tyle z naszego jadłospisu. Większość dań bardzo nam smakowała, aczkolwiek woleliśmy jeść obiady i kolacje w Casa Braulio, ponieważ w hotelu wiele dań zostawało podawanych na zimno bądź letnio, a my jako Polacy rzadko jadamy coś na zimno. Na podstawie naszych przeżyć wiemy też, iż sól nie jest również używana tak często jak w kuchni polskiej, więc nie każdemu smakowały ziemniaki oraz warzywa niesolone. Z pewnością jesteśmy też zapchani frytkami na kolejny rok. Oprócz tych dwóch małych mankamentów raczej większość dań nam smakowała.

 

Autorka: Natalia Greszta