Podróż do grenady
Po wielu tygodniach oczekiwań i przygotowań nadszedł ten dzień – 10 października 2021r., kiedy to wyjechaliśmy do Hiszpanii. Wszyscy w dobrych humorach, choć lekko niewyspani spotkaliśmy, się przed szkołą aby rozpocząć naszą ciekawą podróż. Droga do Krakowa była dość nudna, więc większość osób przespała całą trasę. Na szczęście udało się dojechać szybciej niż planowano. Gdy byliśmy już na lotnisku, oddaliśmy nasze walizki i przyszedł czas na czekanie – najgorsza część gdy się gdzieś wylatuje:/ Jednak byliśmy już coraz bardziej podekscytowani, więc czas minął nam na przyjemnych rozmowach oraz żartach. Spotkaliśmy jeszcze uczestników projektu lecących do Francji, którzy byli pod opieką Pani Katarzyny Bieleckiej oraz Pani Eweliny Krysiak-Roykiewicz.
Czekanie kiedyś się kończy, a skutkowało to tym, iż nareszcie mogliśmy udać się w kierunku bramek i przejść przez dalszą część odprawy. Tam już poszło jak z górki, więc udaliśmy się w stronę tego „wielkiego latającego sprzętu” zwanego samolotem. Wielu z nas bało się lotu, gdyż była to dla nas pierwsza podróż tym środkiem transportu. Weszliśmy na pokład samolotu i zajęliśmy przydzielone nam miejsca. Kilka osób miało megaaa farta bo trafiły im się miejsca przy samym oknie. Byliśmy rozrzuceni po całym samolocie, więc nie mieliśmy możliwości ze sobą rozmawiać. Po kilku chwilach samolot ruszył. Gdy zaczął wzbijać się w powietrze był straszny stres, który szybko minął i okazało się, że nie było wcale tak źle, jak niektórzy myśleli.
Podczas lotu każdy zajął się sobą – jedni słuchali muzyki, inni zaś oglądali filmy lub seriale, a inni jeszcze spali lub czytali. Lecąc nad piękną Hiszpanią, wszyscy zachwycali się wspaniałymi widokami i nie dowierzali, że to oni właśnie się tutaj znajdują. Na lotnisko w Alicante przybyliśmy odrobinę szybciej niż było to planowane, z czego bardzo się ucieszyliśmy. Po wylądowaniu odebraliśmy swoje bagaże i udaliśmy się w stronę busa, który miał zabrać nas do upragnionej Granady. Niestety ta trasa bardzo się dłużyła, więc większość na „zabicie” czasu poszła po prostu spać. Po około 4 godzinach jazdy wreszcie znaleźliśmy się u celu. Udaliśmy się w stronę naszego hotelu „Casablanca”, który znajdował się dość blisko od miejsca, w którym wysiedliśmy.
W końcu mogliśmy się odświeżyć po całodniowej podróży i odłożyć wszystkie bagaże, ufff. Po szybkim ogarnięciu się mogliśmy pójść na kolację do restauracji „Casa Braulio” i posmakować całkowicie innej kuchni. Posiłek wyglądał dość, hmmm dziwnie, tak to jest chyba odpowiednie określenie, lecz smak trochę nas zaskoczył, gdyż niektóre posiłki w Hiszpanii mają formę papki (gerberka dla dzieci;) ), a okazuje się, że są całkiem smaczne. Po skończonej kolacji, składającej się z 2 dań oraz deseru, mieliśmy czas wolny, który wykorzystaliśmy na pozwiedzanie najbliższych okolic hotelu oraz restauracji.
Autorka: Zuzanna Zakrzewska





