Wycieczka zaczęła się od zbiórki o 9:00 koło Placu Hiszpańskiego. Pierwszym naszym celem było miasteczko Arcos de La Frontera, gdzie dotarliśmy około godziny 10:30. Jest to małe miasteczko wybudowane na wzniesieniu. Domy i wszystkie budynki były do siebie bardzo podobne, białe i niskie a uliczki wąskie i wyłożone kamieniami. Miejsce, do którego chcieliśmy się dostać nazywało się Plaza del Cabildo, plac, na którym znajdował się zamek. W drodze na górze przeszkodził nam bieg, który akurat był tam organizowany, ale wystarczyło się zapytać i od razu dostaliśmy instrukcje jak ominąć bieg i dostać się na górę. Po 20-minutowej wędrówce dotarliśmy.

20210919_104835
20210919_121719

Na górze znajdował się piękny taras widokowy, z którego było widać całe miasteczko z polami uprawnymi i rzeczką. Widok był naprawdę piękny, a dodatkowo była możliwość zrobienia sobie zdjęcia z ptakami drapieżnymi za drobną opłatą na jedzenie dla ptaków. Kiedy każdy chętny zrobił już zdjęcie z sową czy orłem, udaliśmy się do swojego busa, aby jechać do Kadyksu, gdzie dotarliśmy około godziny 12:00. Zatrzymaliśmy się przy porcie i pierwsze wrażenie było takie, że jak na najstarsze miasto w Hiszpanii, jest całkiem dużo nowoczesnych budowli. Jednak kiedy udaliśmy się w stronę katedry, to miasto zaczęło wyglądać jak najstarsze miasto Hiszpanii. Budynki zrobiły się niskie, a uliczki jeszcze mniejsze.

Takimi małymi uliczkami dotarliśmy do katedry. Była możliwość wejścia do środka i zobaczenia wnętrza, lecz nikt się nie zdecydował na wejście, więc musieliśmy obmyślać dalszy plan działania. Zdecydowaliśmy, że najpierw pochodzimy i zwiedzimy coś jeszcze, a później dopiero pójdziemy na plażę. Podziwialiśmy widoki z nabrzeża, przechodziliśmy koło wielu pomników czy rzeźb, przy których każdy robił sobie zdjęcia, aby było co pokazać rodzicom po powrocie do Polski. Tym oto sposobem trafiliśmy do parque genove gdzie drzewa iglaste były przycięte na różnego rodzaju wzorki, były duże drzewa i zarazem małe, były drzewa kwadratowe i drzewa przycięte na kształt chrupka z Cheetos’ów, na środku było coś na rodzaj fontanny, był to duży kamień, który był wydrążony od środka, co dawało możliwość wejścia i zobaczenia parku przez spadającą wodę z góry kamienia, a zarazem można było wejść na górę i zobaczyć park z wyższego miejsca.

20210919_120703
20210919_104743

Przy kamieniu zrobiliśmy przerwę 15-minutową, po której udaliśmy na plażę, na której spędziliśmy większość czasu, grając w siatkówkę w wodzie lub opalając się. Zbiórka na busa powrotnego była ustalona na godzinę 18:00, więc troszkę przed 17:00 wszyscy się zebrali, żeby coś zjeść i kiedy każdy już zjadł i dotarł na miejsce zbiórki, wsiedliśmy do busa i pojechaliśmy do Sewilli. Podróż zajęła około półtorej godziny, wiec około 19:30 byliśmy już na miejscu.