Powrót do Polski
Cała nasza grupa wstała co najmniej godzinę przed 9, tak aby zdążyć na punkt odjazdu z Granady do Malagi. Wyjechaliśmy o 8:45. Mieliśmy przyjemność jechać z rówieśnikami z Rumunii, których zachowanie było bardzo poprawne. Siedzieliśmy grupą na tylnych siedzeniach. Około godziny 10:30 dojechaliśmy na miejsce postoju. Zostaliśmy na swoich siedzeniach, ponieważ nikt z nas oprócz Pana nie miał ochoty wychodzić. Wszyscy wciąż byli śpiący po wczorajszym, wieczornym pakowaniu. O 12 dojechaliśmy w miejsce docelowe. Mieliśmy dla siebie czas, aż do godziny 18. Wykorzystaliśmy go w sposób produktywny uwzględniając potrzeby każdego z nas. O 17:40 byliśmy już przy Museo de Malaga, skąd o godzinie 18 wyruszyliśmy w stronę lotniska w Maladze. Towarzysze z Rumunii ustąpili nam przy wysiadaniu, gdyż oni w przeciwieństwie do nas nie jechali docelowo na lotnisko. Było ono ogromne, a dodatkowego efektu prowadzącego do zagubienia dodawały ogromne, otwarte przestrzenie. Gołym wzrokiem dało się zobaczyć parę tysięcy ludzi jednocześnie.
Na lotnisku przepakowaliśmy się tak, aby każdy w bagażu podręcznym nie przekroczył wagi 10kg, ani 20kg w bagażu rejestrowanym. Z tego powodu m.in. ja wziąłem do swojego bagażu kilka rzeczy, które Pan miał do schowania. Stanęliśmy w strasznie długiej kolekcje, aby móc oddać bagaże rejestrowane. Czekaliśmy tam prawie do 19. Jeden z naszych kolegów usłyszał, że musi się skierować w inne miejsce na sprawdzenie bagażu. Musiał mu towarzyszyć z tego powodu ogromny, niepotrzebny stres. Wszystko jednak skończyło się dobrze. Na całe szczęście. Wspólnie stwierdziliśmy, że lepiej na odprawę pójść od razu, aniżeli robić wszystko na ostatnią chwilę. Lot z Malagi do Krakowa był planowany na godzinę 20:55, dzięki czemu mieliśmy ponad godzinę wolną dla siebie. W otaczających nas poczekalniach do bramek nie było żadnego konkretnego miejsca; ludzie podróżujący pojedynczo niestety lubią siadać na samym środku kondygnacji sześciu siedzeń.
Już o 20:20 po wiadomości od Pana skierowaliśmy się w stronę grupy D, aby móc wejść do bramki przed jej zamknięciem. Dookoła nas było wielu Polaków, a sam samolot, do którego dotarliśmy, był polskim Boeingiem 737-8200. Lot był bardzo przyjemny. Usiadłem obok kolegi z grupy, ponieważ nasze wyznaczone wcześniej miejsca zostały już zajęte. Liczyłem na bardzo piękne widoki za oknem, obok którego siedziałem – nie zawiodłem się. Samo wzbicie się samolotu w górę nad Morzem Śródziemnym było piękne. W obserwacji pięknych widoków nie pomagały mi jednak światła w samolocie, przez które ciężko było o zrobienie dobrych zdjęć. Wówczas stwierdziłem, że naszła pora, aby odpocząć krótką drzemką.
Przysypiałem co chwilę, aż nastała północ. Stewardessa poinformowała nas, że wymagane jest bycie zapiętym przez pasy, ponieważ będą turbulencje i zbliża się lądowanie. Odbyło się one w towarzystwie komentarzy zarozumiałego dziecka siedzącego przede mną. Po ludzi przyjeżdżał co chwilę bus Ryanair, który odwoził ich na odbiór bagaży rejestrowanych. Przepakowaliśmy się i wsiedliśmy do ośmioosobowego busa. Przed godziną 2 byliśmy przed szkołą, a na większość z nas czekali już rodzice.
Autor: Dawid Wybraniec





