Ale to już było…

Koniec praktyk dla ekonomistów w Irlandii. Ostatnia nocka, ostatnie śniadanie, pożegnanie z rodzinami i miastem. O godzinie 10:00 wyruszyliśmy z Cork na lotnisko w Dublinie. Po ponad trzy-godzinnej podróży byliśmy w stolicy, bezproblemowo.

20220212_093854

Potem trochę oczekiwania, ważenie walizek, przyklejanie bag-tagów wyplutych przez maszyny ważące. Potem trochę stresu podczas kontroli bezpieczeństwa. Jedna z naszych koleżanek została przeszukana dobitniej od reszty. Pracownicy wyciągali wszystko z jej bagażu i po kolei sprawdzali z osobna. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Finalnie nikt nie wie o co poszło, ale ją puścili.

O 16:15 wystartowaliśmy, potem nudy na pokładzie, słuchanie muzyki, oglądanie filmów, spanie. O 19:50 wylądowaliśmy (ze zmianą czasu o godzinę wstecz rzecz jasna). Tutaj czekała nas kontrola graniczna, niestety takie rzeczy trochę trwają. Okazało się też, że tym razem jednemu z nas mocno poobijała się walizka, popękała w kilku miejscach. Zostało to natychmiast zgłoszone, a więc kolejny kwadrans czekania.

Całe szczęście linia lotnicza okazała się uczciwa, więc otrzymał odszkodowanie. Teraz prosto do domu. Niektórych, rodziny odebrały z Pyrzowic, reszta zaś pojechała autokarem pod szkołę. Ah, jacy Ci wszyscy rodzice byli stęsknieni. W okolicach 21:00 każdy był już w domu.

Autor: Wojciech Bernat