Kamila
Krupa
Nazywam się Kamila, jestem uczennicą w ZST w Bytomiu, kształtuję się w zawodzie technik ekonomista. Jestem osobą ambitną i sumienną, nie boję się nowych wyzwań i zawsze dążę do określonego przeze mnie celu. Na praktyki z programu PO WER pojechałam, by przetestować, a zarazem polepszyć, swoje zdolności językowe i poznać nową, inną kulturę.
Co sądzę o projekcie?
Projekt PO WER był świetną przygodą. Dzięki niemu przełamałam swoją barierę językową i poszerzyłam swoje umiejętności z języka angielskiego. Na początku nie było łatwo… Nowi ludzie, nowe miasto, nowe miejsce zamieszkania, ale warto było zaryzykować! Ludzie byli bardzo mili i wyrozumiali, miasto było piękne i tętniło życiem. Każdy napotkany problem był od razu rozwiązywany przez opiekuna. Nie żałuję, że pojechałam na ten wyjazd, cieszę się, że mogłam być częścią projektu.
jak mieszkałam?
Wraz z Kamilą, trafiłyśmy do bardzo sympatycznej Pani – Cory. Przez pierwszy tydzień nie zdążyłyśmy się z nią zapoznać, gdyż wyjechała ze swoimi rodzicami do Hiszpanii. Zostałyśmy pod opieką jej siostry – Ashling. We wtorek (25.01.2022) nasza irlandzka mama wróciła z podróży, opowiedziała nam jak się bawiła oraz co porabiała. Irlandczycy z natury są bardzo uprzejmi, codziennie rano Cora życzyła nam miłej pracy, natomiast po powrocie, pytała o nasze samopoczucie i dzień. Ale, ale sprawa chyba najważniejsza, czyli jedzenie. Nie miałyśmy na co narzekać. Śniadania robiłyśmy sobie same, to na co miałyśmy ochotę, począwszy od tostów kończąc na jajecznicy. Drugim posiłkiem, który spożywałyśmy była kolacja (zawsze o 18:30 lub po dodaniu inna godzina), czyli domowe jedzenie, smaczne, zdrowe, pożywne. Na przeróżne przekąski również mogłyśmy liczyć, nasza host mama piekła nam chlebek bananowy, babeczki oraz inne pyszności. Jedynym minusem była temperatura w pokojach, aczkolwiek po dłuższym czasie udało nam się przyzwyczaić. Każda z nas miała swój własny pokój, cały dom był dla naszej dyspozycji. Mogłyśmy śmiało korzystać z kominka czy telewizji. Podsumowując nasze mieszkanko w Irlandii, rodzinka, a raczej Pani, do której trafiłyśmy była bardzo kochana, troskliwa i uprzejma. Zawsze dało się z nią dogadać co do godzin powrotu, wyjść czy nawet zaproszenia naszych znajomych do jej domu. Kontakt był łatwy i przyjemny.
Czym się zajmowałam ?
Pracuję w St. Vincent de Paul w Blackpool w Cork. Jak większość muszę dojeżdżać autobusem, ale droga nie jest zbyt skomplikowana, jadę 15 minut, a z przystanku do pracy mam około 10 minut spokojnego spaceru, gdzie każdego ranka wita mnie rzeka Lee. Świadomość, że będę pracować sama z obcokrajowcami napawała mnie stresem, lecz jednak niepotrzebnie, ponieważ Irlandczycy są bardzo życzliwi i wyrozumiali, a już na samym wstępie moja przełożona powitała mnie z ogromnym uśmiechem i wszystko mi wyjaśniła. Zajmuję się głównie obiegiem dokumentów w sklepie oraz wypełnianiem raportów, obsługuję również kasę, segreguję dokumenty jak i również tworzę dokumenty w programie sprzedażowym. Co mnie zaskoczyło, to dwie przerwy, jedna piętnastominutowa a druga godzinna tzw. lunch break, a pracuję tylko sześć godzin z wyłączeniem długiej przerwy, od 10:00 do 17:00. Współpracuję z przemiłą dziewczyną o imieniu Chamika, z którą świetnie się dogaduję oraz z Natalie, z którą, niestety, nie mam zbyt wiele kontaktu, gdyż pracuje w innym dziale. Muszę przyznać, że pracuje mi się tam bardzo przyjemnie, a wszystkie początkowe obawy poszły w zapomnienie.