Wszystko zaczęło się 16 października, czyli w dzień wycieczki do Malagi. Po śniadaniu poszedłem spakować rzeczy na plażę, ponieważ mieliśmy spędzić tam większość wolnego czasu. Pięć minut przed wyjściem zauważyłem wiadomość pana Postrzecha, która brzmiała mniej więcej „Nie zapomnijcie wziąć dokumentów!”. Jako, że czasu do wyjścia było mało i nie zdążyłbym przełożyć wszystkich pieniędzy z portfela do walizki (nie chciałem ich mieć ani przy sobie ani w pokoju na widoku), dałem je mojemu współlokatorowi – Jakubowi. Dowód osobisty wylądował w portfelu Jakuba. Można powiedzieć, że od tej pory dokument dla mnie nie istniał, ponieważ był w portfelu i to w dodatku nie moim, więc dlaczego miałbym się nim przejmować? Na najbliższe trzy dni wypadł z mojej świadomości. No właśnie, na najbliższe trzy dni, ponieważ czwarty dzień odkąd o nim zapomniałem, okazał się najbardziej zwariowanym dla mnie dniem podczas całego stażu. Razem z moimi współlokatorami poszliśmy zwiedzać miasto. Zatrzymaliśmy się w jednym lokalu z bilardem. Rozmawialiśmy i graliśmy w bilarda. Leciała również klubowa muzyka, więc można było potańczyć. Wyjście można było uznać za udane do momentu powrotu. 

Wracaliśmy do hotelu około godziny 21:00. Nagle Kuba zatrzymał się i z jego ust usłyszeliśmy słowa „Nie mam portfela”. Zapadła cisza. Każdy zaczął sprawdzać kieszenie, torebki, plecaki itp. Myśleliśmy, że ktoś mógł go przez przypadek zabrać. Niestety po chwili okazało się, że mimo usilnych poszukiwań, nikt go nie miał. Razem z Kubą przebiegliśmy się po miejscach, które wcześniej odwiedziliśmy. Dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że w tym portfelu był mój dowód osobisty. W końcu wpadliśmy na pomysł aby udać się do lokalu, w którym spędzaliśmy czas. Niestety był on już zamknięty. Udało mi się po chwili dodzwonić do właścicielki owego lokalu. Powiedziała mi żeby przyjść następnego dnia o godzinie 16:00, czyli wtedy gdy otwierali bar. Uznaliśmy, że to najwyższy czas wrócić do hotelu, ochłonąć, odprężyć się i spróbować w spokoju zasnąć. Po drodze zauważyłem radiowóz z oznakowaniem „POLICÍA LOCAL”. Podbiegłem i spytałem czy nie widzieli gdzieś w pobliżu czarnego portfela z dwoma dowodami i kartami bankowymi. Policjant powiedział coś przez swoje radyjko, a ja jedyne co się dowiedziałem to, że na drugi dzień o godzinie 14:00 mam przyjść na komisariat i zgłosić zgubę. Podziękowałem i odszedłem. Wróciliśmy w końcu do hotelu. Wszyscy poszli do pokojów, a ja udałem się do recepcjonisty spytać, co robić w takiej sytuacji. Powiedział mi że rano zadzwoni do biura rzeczy znalezionych POLICÍA LOCAL, a ja mam zgłosić zgubę do instytucji o nazwie POLICÍA NACIONAL. Podziękowałem mu i wróciłem do pokoju.

Pierwsza noc była bardzo ciężka. Kuba czuł się winny, że zgubił portfel z moim dowodem, ale wytłumaczyłem mu, że to ja powinienem wziąć dowód z jego portfela. Następnego dnia po obiedzie poszliśmy do lokalu. Szukaliśmy portfela, ale niestety tam go nie było. Skontaktowałem się z panem Postrzechem i wraz z nim i z Jakubem udaliśmy się na komisariat. Złożyliśmy zawiadomienie o zgubie oraz dostaliśmy zaświadczenie o zgubie dokumentów. Mieliśmy czekać tydzień na telefon od policjantów. Ja się już nawet nie łudziłem, że portfel się znajdzie. Pan Postrzech poinformował mnie, że w tej sytuacji trzeba będzie się skontaktować z wydziałem konsularnym ambasady polskiej w Madrycie. Pierwszy scenariusz był taki, że moja mama musi przylecieć do Madrytu, żeby wydać zgodę na wyrobienie paszportu. Jeśli powiedziałbym mamie że musi kupić bilety warte w dwie strony około 1500 zł to nie mam pojęcia, co by mi zrobiła. Na szczęście konsulat zgodził się zrobić wszystko drogą mailową. Minął tydzień, a policja dalej nie zadzwoniła. Pan Postrzech powiedział, że w ostatnią środę jedziemy do Madrytu. Poinformowałem o wszystkim mamę. Na początku była zła lecz później powiedziała, że mam się niczym nie przejmować.

251672041_1070201603811783_2833650580313393769_n
20211103_121149 (1)

Nadszedł 3 listopada godzina 00:20. Razem z panem Postrzechem wyruszyliśmy pieszo na dworzec autobusowy w Granadzie. Zajęło nam to 50 minut. O 01:30 wyjechaliśmy do Madrytu. Około 06:00 dojechaliśmy do celu. Na godzinę 09:00 byliśmy umówieni w konsulacie. Przed wizytą odwiedziliśmy Plaza Mayor i zrobiliśmy sobie dłuższy spacerek. W konsulacie wszystko się udało i wydano mi tymczasowy paszport. Po wizycie się rozdzieliliśmy. Ja odwiedziłem Santiago Bernabeu oraz mennicę narodową z serialu „Dom z papieru”. Następnie udałem się do parku żeby odpocząć. Później zjadłem ciepły posiłek i udałem się na dworzec, z którego o 14 odjechaliśmy do Granady z nowym dokumentem.

 

Autor: Kacper Remiorz